Anna Maria C e
1. Smutne oczy, piękne oczy
a D7 G7
Smutne usta bez uśmiechu.
C e
Widzę codzień ją z daleka
a D7 G7
Stoi w oknie aż do zmierzchu.
C E7 a D7 G7
Ref. Anna Maria smutną ma twarz,
C E7 a D7 G7
Anna Maria wciąż patrzy w dal
2. Tylko o niej ciągle myślę
I jednego tylko pragnę,
Żeby chciała choć z daleka
QIOĆ przez chwilę spojrzeć na mnie.
3. Jakże chciałbym ujrzeć kiedyś
Swe odbicie w smutnych oczach,
Jakże chciałbym móc uwierzyć
W to, że kiedyś mnie pokocha.
4. Dni minionych, lat minionych
Żadne modły już nie cofną.
Ten na kogo ciągle czeka
Już nie przyjdzie pod jej okno.
Dodane przez: Jarko Data dodania: 01.09.06
Arahia Mój dom murem podzielony, d
Podzielone murem strony, a
Po lewej stronie łazienka, E
Po prawej stronie kuchenka. a A7
Moje ciało murem podzielone,
Dziesięć palców na lewą stronę,
Drugie dziesięć na prawą stronę,
Głowy równa część na każdą stronę.
Moja ulica murem podzielona,
Świeci neonami prawa strona,
Lewa strona cała wygaszona,
Zza zasłony obserwuje obie strony.
Lewa strona nigdy się nie budzi,
Prawa strona nigdy nie zasypia
Dodane przez: Jarko Data dodania: 25.09.06
Autobiografia Miałem dziesięć lat, gdy usłyszał o mnie świat a
W mej piwnicy był nasz C G
Kumpel radio zniósł, usłyszałem Blue Sued Shoes
I nie mogłem w nocy spać
Wujek Józek zmarł darowano reszty kar
Znów się można było śmiać
W kawiarniany gwar jak tornado jazz się wdarł
I ja też chciałem grać.
Ojciec, Bóg wie gdzie, martenowski stawiał piec
Mnie paznokieć z palca zszedł
Z gryfu został wiór, grałem milion różnych bzdur
I poznałem co to seks.
Pocztówkowy szał, każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej pary dżins,
A w sobotnią noc był Luksemburg, chata, szkło
Jakże się chciało żyć.
Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, F
Ale jeden przyświecał nam G
Za kilka lat mieć u stóp cały świat, wszystkiego w bród
Ca Alpagi łyk i dyskusje po świt, d
Niecierpliwy w nas ciskał się duch, B
Ktoś dostał w nos, to popłakał się ktoś, coś działo się. F
Poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz
Każdy by się zabić dał.
W pewna letnią noc gdzieś na dach wyniosłem koc
I dostałem to, com chciał.
Powiedziała mi, że kłopoty mogą być,
Ja jej, że egzamin mam
Odkręciła gaz, nie zapukał nikt na czas
Znów jak pies byłem sam.
Stu różnych ról, czym ugasić mój ból,
Nauczyło mnie życie jak nikt,
W wyrku na wznak przechlapałem swój czas, najlepszy
czas.
W knajpie dla braw klezmer kazał mi grać
Takie rzeczy, że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia zrozumiałem, że ja nie umiem nic.
Słuchaj mnie, tam pokonałem się sam,
Oto wyśnił się Wielki Mój Sen,
Tysięczny tłum spija słowa z mych ust, kochają mnie.
W hotelu fan mówi” „ Na taśmie mam
To, jak w gardłach im rodzi się śpiew”,
Otwieram drzwi i nie mówię już nic do czterech ścian